Praktycznie od momentu zaostrzenia regulacyjnego w obszarze ESG sektor finansowy miał wyznaczoną konkretną rolę – miał stać na straży zrównoważonego finansowania i dystrybuować kapitał do tych spółek, które przyczyniają się do zielonej transformacji. ESG bez twardych danych może być jedynie narracją stosowaną marketingowo, a tu bardzo łatwo o greenwashing. Pozyskanie dobrej jakości danych wymaga dużych nakładów finansowych i czasowych, w tym bezpośredniej współpracy z klientem, w celu zdobycia niektórych informacji.
Dodajmy też, że bank poza aspektami regulacyjnymi wykorzystuje dane ESG firm w swoich realnych decyzjach biznesowych. Przykładem tego, że warto to robić, jest fakt, że chociażby w samych Stanach Zjednoczonych (o których wiele się ostatnio mówi w kontekście „odchodzenia” od ESG) zmiany klimatyczne mogą spowodować straty na wartości nieruchomości mieszkalnych na poziomie 1,5 biliona dolarów (Friedman i Acosta 2025), co już jest uwzględniane w cenach ubezpieczeń majątkowych, które rosną w zastraszającym tempie.
Należy wyraźnie rozróżnić sytuację sektora niefinansowego od...