Sytuacja kryzysowa to w przypadku spółki giełdowej rzecz niemal pewna jak podatki. Emitenci muszą sobie radzić nie tylko z trudnymi sytuacjami rynkowymi czy biznesowymi, jak każde inne przedsiębiorstwa, ale dodatkowo sam fakt notowania na giełdzie niesie dodatkowe ryzyka związane z ujawnianiem informacji czy publikacją szczegółowych danych finansowych. Dlatego nie ma spółki giełdowej, która chociaż nie otarła się o sytuację kryzysową. W niektórych przypadkach mieliśmy do czynienia z bardzo głośnymi, wręcz spektakularnymi kryzysami, o których pamiętamy latami.
Odpowiedź na to z pozoru banalne pytanie powinna brzmieć: tak. Tylko co to oznacza w praktyce? Przepracowanie wszystkich scenariuszy kryzysowych, ustalenie szczegółowych procedur czy powołanie zespołu kryzysowego wcale nie gwarantuje skuteczności, mimo że przygotowujemy się do tego książkowo. Paradoksalnie najgorsze, co się może wydarzyć, to spokój, często wieloletni. Dokumenty trafiają do archiwum, zespół się zmienia, aż nagle, często po kilku latach, przychodzi kryzys i procedury nie działają. Dlatego tak istotna jest mobilizacja, regularne odświeżanie i przeglądy zasad, które wcześniej ustaliliśmy. Scenariuszem idealnym jest robienie cyklicznych symulacji wystąpienia sytuacji...