Każdy inaczej zdefiniuje moment rozpoczęcia kryzysu. Powody mogą być różne: codzienna rutyna, koncentracja na bieżących i często drobnych problemach, których jest mnóstwo, czy po prostu ignorancja, w skrajnych przypadkach prowadząca wręcz do ukrywania negatywnych zdarzeń przed kierownictwem. Nie odkryję koła na nowo, mówiąc, że im szybciej zauważymy, że dana sytuacja może przerodzić się w kryzys, tym lepiej dla nas. Zdecydowanie najskuteczniej jest po prostu wyprzedzać potencjalne sytuacje kryzysowe. Przewrotnie konkludując więc: kryzys zaczyna się wtedy, kiedy go jeszcze nie widać. Kiedy jest już dostrzegalny, możemy założyć z dużą dozą pewności, że już jesteśmy spóźnieni w naszych działaniach.
Złożoność współczesnego świata, liczba procesów dziejących się w przedsiębiorstwach czy po prostu niesamowita zmienność, z którą mamy dziś do czynienia, sprawiają, że z pewnością nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdego scenariusza. W mojej ocenie próby robienia tego nie mają większego sensu. Istotne jest jednak, aby przepracować i określić najbardziej prawdopodobne sytuacje kryzysowe...