Ubiegły tydzień na warszawskim parkiecie nie należał do zbyt dynamicznych. Rzuca się w oczy podobieństwo do tego, co działo się na przełomie czerwca i lipca ubiegłego roku. Wtedy także po przełamaniu linii spadkowej miała miejsce konsolidacja, po której rynek ostatecznie zaczął spadać. Tym razem konsolidacja ma miejsce blisko istotnego lokalnego szczytu z marca. Popyt ma cały czas szansę na próbę ataku, ale pozostaję sceptyczny co do szans na skuteczne wyjście ponad ten opór już przy pierwszej próbie. Analogia z ubiegłego roku...