W ostatnich dniach mieliśmy do czynienia z bardzo interesującą reakcją rynków na informacje dotyczące greckiego referendum w sprawie przyjęcia pomocy UE. Po nowinie premiera Grecji o konieczności rozpisania referendum, przez rynki przetoczyła się fala spadków. Natomiast po odwołaniu tej zapowiedzi rynki się uspokoiły. Czy reakcje te były uzasadnione? Czy rzeczywiście informacja o referendum była niekorzystna, a informacja o rezygnacji z referendum – pozytywna? Moim zdaniem jest odwrotnie. Reakcja rynków pozwala wysnuć wniosek, że inwestorzy rzeczywiście wierzyli, iż wystarczy podpisać porozumienie pomiędzy Grecją a UE i sprawa zostanie załatwiona. Ale to przecież jest czysta iluzja albo... kupowanie czasu.
Grecji bowiem zawdzięczamy nie tylko grecką tragedię (co ostatnio ma wymowę dwuznaczną), ale także demokrację i wiadomo, że ważne będzie to, co zdecyduje „demos", a nie władza. Co byłoby w tym dziwnego, że rząd odwołałby się do suwerena,...