Biały Dom przedstawił w minionym tygodniu plan obłożenia dużych instytucji finansowych „podatkiem z tytułu odpowiedzialności za kryzys”, który w ciągu dekady przynieść ma 90 mld USD. Na wypadek gdyby nazwa daniny nie była wystarczająco sugestywna, prezydent Barack Obama wyjaśnił, że jest to sposób na zrekompensowanie podatnikom strat, jakie Waszyngton poniósł, spiesząc bankom na ratunek. Swojego wystąpienia nie omieszkał okrasić gromami na „obrzydliwe premie” w bankach, które utrzymały się przy życiu wyłącznie dzięki kroplówce publicznych pieniędzy.
Nie dajmy się zwieść tej oficjalnej wykładni. W grudniowym sondażu agencji Bloomberga 64 proc. respondentów wyznało, że program wsparcia dla banków (TARP) uważa za błąd. Niechęć amerykańskiego społeczeństwa do finansistów łatwo skanalizować tak, aby uniosła zniżkujące ostatnio słupki...